Na przestrzeni jakichś 30 lat obcowania z komputerami, natrafiałem na gry które przykuwały mnie do siebie na dłużej. Były albo w jakiś wyjątkowy sposób wciągające samą rozgrywką czy fabułą (Cywilizacja, Heroes of Might and Magic) albo pozwalały na niezwykłą zabawę ze znajomymi online czy po LAN-ie (Nascar, Starcraft, Quake). Każdy z tych tytułów zapadł w pamięć i w niektóre tytuły bywa, że gram do dzisiaj, czy to w nowsze wydania czy w remastery.

Jednak szczególną grupą gier były dla mnie symulatory lotu. Oczywiście jak na możliwości Amigi 500 to ta symulacja była dość biedna ale nie zmieniało to faktu, że możliwość latania w grach komputerowych, pobudzała wyobraźnię. Takie tytuły jak Gunship 2000, F/A 18 Interceptor, B-17 Flying Fortress, F-117A Nighthawk, Falcon 4.0, pochłaniały mnie całkowicie jako młodego człowieka.

Gdy PeCety stały się mocniejsze i granie on-line nie wymagało w końcu wdzwaniania się modemem przez stacjonarny telefon do TPSA, bawiliśmy się większą grupą w Il-2 Sturmovik. To było naprawdę coś wyjątkowego. Generator nazwisk pilotów rosyjskich czy niemieckich, kreowanie dedykowanej kampanii online, dowództwo grupy dla najstarszego stażem pilota, komunikacja głosowa, rankingi, raporty po misjach i spadek na dno tabeli gdy zginęło się na misji i dostawało się nowe nazwisko z generatora i ponownie próbowało przeżyć jak najdłużej. Kawał dobrego czasu przy tej grze spędziłem, z niezwykłymi ludźmi rozsianymi po całej Polsce.

Później temat latania nieszczególnie szybko u mnie wracał bo nic innego nowego mnie nie wciągnęło a latanie w pojedynkę nie dawało szczególnej frajdy. Grafika była ciągle mało realistyczna i nie pojawił się żaden wabik, który miałby mnie przyciągnąć do komputera ponownie na wirtualne loty.

Zmieniło się to 18 sierpnia 2020 roku, kiedy zainstalowałem wydany w tym dniu Microsoft Flight Simulator 2020. I zmieniło się tak bardzo, że wsiąknąłem w temat na dobre.

Nie będę przybliżał całej historii serii MSFS. Dość powiedzieć, że tytuł stara się być możliwie najbardziej realnym symulatorem jak tylko na komputerze się da. Pierwsza wersja gry wydana została już w 1982 roku. Co do zasady, w tej grze chodzi o samą przyjemność latania i obsługi maszyn, możliwie najwierniej do tego, jak to się robi w rzeczywistości. Żadnego strzelania, żadnych misji czy kampanii jak w grach bardziej zręcznościowych.

To tyle tytułem wstępu, czas przejść do konkretów. Co takiego oferuje MSF 2020, że dałem się wciągnąć ponownie w latanie?

Grafika i możliwość odwiedzenia dowolnego miejsca na ziemi.

To co zostało wykonane przez Microsoft i Asobo Studio tworzące grę, to jest mistrzostwo świata. Fotorealistyczna grafika w oparciu o mapy satelitarne całego globu, robi niesamowite wrażenie. Pierwsze co człowiek robi po odpaleniu gry to lot nad znanymi sobie miejscami i porównanie ich w grze do rzeczywistości.

Gdy pierwsze zachwyty opadną i odwiedziło się już własne miasto, znalazło swój dom itd. zaczynamy eksplorację świata. Hawaje, Karaiby, Madera, piramidy w Egipcie, Dubaj, Sydney, Nowy Jork, Wielki Kanion, Nowa Zelandia itd. itd. Można zwiedzać z powietrza wszystkie miejsca o jakich marzyliśmy a nie udało nam się tam jeszcze dotrzeć.

Podziwianie tak dobrej grafiki wiąże się jednak z koniecznością posiadania dość mocnego peceta. Gra w ustawieniach Ultra i rozdzielczości 4K, potrafi dobić nawet najsilniejsze komputery, a że polega głównie na karcie graficznej, to dobija nawet najmocniejsze RTX 2080 Titanium.

Dobrze, że właśnie Nvidia zapowiedziała serie RTX 3000 bo tam nawet najtańsza wersja GPU, jest mocniejsza od 2080 Ti a kosztować będzie zaledwie połowę jej ceny.

Na szczęście gra potrafi świetnie wyglądać również na niższych ustawieniach i odpowiednio dopasowując poszczególne suwaczki do możliwości swojego blaszaka, można złapać optymalne ustawienia dla FullHD i 30fps, które w przypadku tej gry w zupełności wystarczą. To co najbardziej wpływa na ilość FPS to duże miasta. Tam gdzie ilość budynków jest spora, natychmiast leci ilość FPSów i żeby cieszyć się jako taką płynnością, trzeba zjechać w dół z detalami. Na szczęście zwiedzając dzikie tereny Australii na przykład, można podbić jakość na High i jest ponownie płynnie.

Grafika ziemi to jedno ale to co dzieje się na niebie to kolejne arcydzieło.

Podziwianie widoków i terenu gdy pogoda dopisuje i latamy po czystym niebie jest niezwykle angażujące. Twórcy gry poszli jednak dalej i stworzyli niezwykle realistyczną pogodę i przede wszystkim chmury. Ich poziom zróżnicowania i modelowania potrafi zadziwić.

Co ciekawe, pogoda w grze może być ustawiona jako rzeczywista, co oznacza, że gra pobiera z internetu dane o aktualnych warunkach pogodowych w miejscu w którym lecimy i odtwarza nam na bazie tych informacji warunki w grze.

Efekt? Gdy niedawno nad USA przechodził huragan Laura, sporo graczy leciało w ten rejon świata aby zobaczyć co się tam dzieje. Zdjęcia jakie zrobili w grze są imponujące, jak na tym przykładowym zdjęciu.


Źródło

Tryby gry

Latać można wszędzie. Kilkadziesiąt tysięcy lotnisk na całym świecie jest dostępnych a jeśli i tego Wam mało, to można skopiować sobie koordynaty GPS z map Google i rozpocząć latanie w dokładnej, dowolnej lokalizacji. Przydaje się gdy chcecie znaleźć konkretny obiekt do zobaczenia a niekoniecznie chcecie najpierw startować z lotniska i lecieć do niego przez pół godziny.

Poza swobodnym lataniem po świecie, zapewnione mamy dodatkowe wyzwania. Jednym z nich jest lądowanie precyzyjne na punkty na wybranym przez twórców lotnisku. Na start było to malutkie lotnisko w kurorcie narciarskim we francuskich Alpach. Można się sprawdzić jak nam idzie w porównaniu do innych lotników na świecie.

Mamy też dodatkowe wyzwania na innych lotniskach, w różnych warunkach pogodowych i różnymi samolotami. Potrafi być ciekawie gdy trzeba posadzić pasażerskiego liniowca z silnym wiatrem w bok.

Bardzo ciekawym trybem są Wyprawy w Dzicz. Na razie są 3 takie wyprawy dostępne i każdy z lotów potrafi trwać wiele godzin i jest podzielony na odcinki. Na taką wyprawę dostajemy zmniejszony zakres wspomagaczy, nie dostajemy podpowiedzi o naszej pozycji względem kursu itp. Celem jest dotarcie od lotniska do lotniska, w oparciu o opis trasy, koordynaty, czas potrzebny na przelot danego odcinka co ułatwia nawigowanie i wyrysowany ślad trasy na mapie.

To gdzie jesteśmy w danej chwili, kiedy i w którą stronę mamy skręcić, musimy ustalić w oparciu o spisane wskazówki. Jest to z pewnością trudniejszy tryb niż swobodne latanie, ale w nagrodę dostajemy plan trasy, który ma na celu pokazanie nam pięknych terenów i zwiedzanie ciekawych miejsc w lotach na niskiej wysokości.

Na start do zwiedzenia jest Patagonia (łącznie 9h lotu), Nevada i Bałkany. Latamy tyle odcinków dziennie ile mamy ochoty. Po każdym udanym lądowaniu na właściwym lotnisku, gdy wyłączymy silnik, dostajemy zapytanie czy chcemy lecieć dalej, czy chwilowo przerywamy i wracamy do trasy później. Jeśli się zgubimy i skorzystamy z guzika ratunkowego aby wrócić na trasę, niestety nie dostaniemy nagrody na koniec wyzwania i trzeba będzie zacząć całość od nowa. Warto się więc przyłożyć.

Istnieje również krótki kurs pilotażu, składający się z kilku etapów, pozwalający mniej wtajemniczonym w wirtualne latanie, spróbować o co tu chodzi. I tutaj pojawia się istotne pytanie.

Dla kogo ten symulator?

Model lotu jest bardzo zaawansowany. W trybie rzeczywistym, bez wspomagaczy i bez odpowiedniej wiedzy, nawet nie uruchomicie silników w samolocie. Na szczęście twórcy zadbali o to, aby każdy mógł spróbować. Naprawdę każdy. Można wszystkie systemy zautomatyzować przez komputer, uprościć model lotu, wyłączyć uszkodzenia itp. itd i tylko dodawać gazu, robić beczki i zwiedzać okolicę z uśmiechem na ustach.

Jak złapiecie bakcyla, to z czasem zapragniecie poszerzać swoją wiedzę i wyłączać sukcesywnie wspomagacze aby jak najwięcej robić zgodnie z rzeczywistością.

Mam myszkę i klawiaturę. Polatam?

W zasadzie nie. Jeśli nie masz przynajmniej pada to się nawet nie zabieraj za próbowanie. Dopiero mając jakikolwiek joystick, można mówić o tym, że jesteś w stanie kontrolować samolot. Na padzie się da bo testowałem przez kilka pierwszych dni ale jednak na dłuższą metę to jest to mierne sterowanie. Czym prędzej kupcie jakiś dobry joystick a frajda z latania rośnie do setnej potęgi. Jak wsiąknięcie na dobre, to może rozważycie nawet inwestycje w HOTAS.

Trochę drogi ten sim jak dla mnie a nie wiem czy mi się spodoba.

Tak, 260 pln to niemała kwota za ten tytuł w standardowej wersji, ale można grać za kilka złotych zaledwie. Jeśli ktoś korzysta z Xbox Game Pass to może sobie pobrać tytuł i grać do woli w ramach abonamentu (na razie tylko na PC ale ma wyjść również wersja na konsolę Xbox). Jeśli ktoś nie ma jeszcze Xbox Game Pass, to nowi użytkownicy mogą wykupić abonament tylko na PC, za jedyne 4 PLN na pierwszy miesiąc. I macie pełnoprawną grę na cały miesiąc. Jeśli zostaniecie na dłużej niż miesiąc, to abonament kosztuje 18,99PLN. To nadal bardzo tanio bo w abonamencie dostajecie ok. 100 gier w które możecie grać do woli, chociaż MSFS zabierze Wam zapewne większość tego czasu.

Podsumowując, polecam tytuł bardzo bo gra niesamowicie odpręża, relaksuje, pozwala zobaczyć z powietrza ciekawe miejsca na świecie i zachęca do poszerzania wiedzy na temat lotnictwa. Wszystko czego się dowiecie o rzeczywistym lataniu, można wykorzystać w grze, co podnosi frajdę z wirtualnej zabawy.

Ja póki co lecę dalej. Udanych lądowań życzę.

P.S. wszystkie zdjęcia jakie widzicie w tym artykule (poza cytowanym z Twittera) wykonałem sam w grze.

AKTUALIZACJA – 10 września 2020

Microsoft zmienia cenę abonamentu miesięcznego za Xbox Game Pass dla komputerów PC od 17 września i cena urośnie do 40pln/m-c. Źródło


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *